Wiadomości

ASF wolno, ale konsekwentnie przesuwa się w głąb kraju

W rejonach, gdzie występuje ASF chcemy utrzymać niską populację dzików – mówił Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach

Fot.: Anatol Chomicz

W rejonach, gdzie występuje ASF chcemy utrzymać niską populację dzików – mówił Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach

W opinii przedstawicieli środowisk weterynaryjnych, Polska dobrze radzi sobie z ASF u dzików. Wprawdzie wirus przesuwa się spod granicy wschodniej w głąb kraju, ale bardzo wolno. Za wschodnią granicą sytuacja wygląda o wiele gorzej.

O afrykańskim pomorze świń dyskutowano podczas konferencji w Białowieży. Uczestniczyli w niej przedstawiciele środowisk weterynaryjnych, naukowych (Instytut Badania Ssaków w Białowieży, warszawskie SGGW), myśliwskich oraz leśników.

O tym jak dzisiaj wygląda sytuacja związana z ASF opowiadał Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach.

– Dwa lata temu nasz pogląd na temat ASF był kreowany przez specjalistów z krajów, które miały do czynienia z tą chorobą: Portugalii i Hiszpanii – mówił.

– W Portugalii ASF zwalczano przez 37 lat, a w Hiszpanii przez 38 lat.

 

Przewidywano zatem, że wirus będzie bardzo szybko się szerzył, że w ciągu roku dotrze na zachód kraju. Te prognozy  nie spełniły się, u nas są inne warunki. Wirus, który występuje w naszej części Europy szerzy się wolno.

Dziś mamy również więcej informacji na temat przenoszenia się wirusa ASF. Występuje on przede wszystkim we krwi i w tkankach padłych zwierząt. Natomiast w bardzo małym stopniu przenosi się przez ślinę i kał (w ten sposób jest przenoszony dopiero w końcowym etapie choroby – dziki wtedy już się nie przemieszczają lub robią to na niewielkich odległościach). Chore zwierzęta padają maksymalnie do 6. dnia po zakażeniu, zanim zdążą wytworzyć przeciwciała.

– Nie sprawdziły się przewidywania, że dziki będą bardzo szybko padać – mówił Zygmunt Pejsak. – Gdyby tak się stało, byłoby ich dużo mniej.

Zauważył on, że model szerzenia się ASF jest podobny do sposobu szerzenia się wścieklizny wśród lisów. Choroba ta przyszła z Rosji i przemieszczała się konsekwentnie w głąb Europy. Dopiero zastosowanie szczepionki doustnej spowodowało poprawę sytuacji, ale nie wyeliminowało wirusa. Walka ze wścieklizną u lisów przyniosła efekt wówczas, gdy zredukowano populację. Jednak choroba ta całkowicie nie została wyeliminowana.  Ciągle się szerzy, choć czasami widać, że zatrzymuje się na 2-3 lata ( z powodu barier geograficznych).

– Chcemy w rejonach, gdzie występuje ASF, utrzymać niską populację dzików – podkreślał Zygmunt Pejsak.

 

Nie ma innego rozwiązania, gdyż od 40 lat wszyscy próbują wynaleźć szczepionkę na ASF i nie należy sądzić, że uda się to szybko zrobić – w ciągu najbliższych lat.

Zwrócił również uwagę, że ASF może być przenoszony przez ludzi, jeśli nie będą zachowywać zasad bioaseku­racji – np. na kołach samochodów. Wówczas tempo rozprzestrzeniania się wirusa będzie dużo szybsze.

A ludzie łamią zasady bioa­se­kuracji. Na wchodzie Europy dzieje się tak dlatego, że odszkodowania są płacone późno, a ich wysokość jest niezadawalająca. Dlatego  na Ukrainie, mięso zarażone ASF, trafia do sklepów. Według profesora Pejsaka, odszkodowania nie powinny być zbyt niskie, ale  nie mogą być też zbyt wysokie, żeby rolnikowi nie opłacało się mieć ASF_w swojej chlewni.

Dlaczego w Polsce nie sprawdziły się prognozy dotyczące ekspansji wirusa?

– Bo działamy solidnie, wszystkie służby wywiązują się ze swoich zadań – stwierdził Zygmunt Pejsak. – Mamy solidny monitoring, żaden kraj nie zbadał tylu próbek i nie wydał na to tylu pieniędzy – dodał.

U naszych wschodnich sąsiadów sytuacja wygląda dużo gorzej – zarówno w krajach nadbałtyckich, jak i na Ukrainie, gdzie pojawiają się wciąż nowe ogniska (na temat Białorusi nie ma informacji, władze tego kraju utrzymują, że od 2 lat nie ma u nich ASF).

– Nam udaje się utrzymać ASF na małym skrawku terenu – podkreślił przedstawiciel Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach.

Do tej pory stwierdzono w Polsce 85 przypadków ASF- u dzików i 3 ogniska (łącznie 16 świń). Jednak konsekwencje tego dla naszego kraju są ogromne.

ASF powoli, ale systematycznie, idzie do przodu. Najpierw chore dziki znajdowano niedaleko granicy z Białorusią. W ciągu 2 lat wirus przesunął się o 30 km. Dokładnie w ciągu 696 dni przemieścił się o 33 km, co daje średnio 50 metrów dziennie. Latem następuje wzrost aktywności wirusa. Na zwłokach padłych dzików namnaża się robactwo, które jest zjadane przez inne osobniki.

 

Zygmunt Pejsak nie ma wątpliwości co do tego, że bez współpracy z Białorusią i Ukrainą nie mamy szans na uwolnienie się od ASF u dzików. Problemem jest też obszar Puszczy Białowieskiej.

Minister rolnictwa zapowiedział już odstrzał sanitarny dzików. Zygmunt Pejsak podkreślał, że ważne jest, by populacja dzików została zlikwidowana we wszystkich nad­leś­nictwach. Widać, że ASF występuje tam, gdzie populacja dzików jest większa niż 1 szt. na kilometr kwadratowy. Roczny odstrzał na poziomie 100 proc. populacji jest za mały, sprawia, że dzików przybywa. Dziś bowiem zwierzęta te mają lepsze warunki do rozmnażania się – są słabe zimy, na polach jest dużo kukurydzy.

Marek Pirsztuk, główny lekarz weterynarii, podkreślał, że UE przewidziała dopłaty na odstrzelanie dzików. Za odstrzeloną lochę płaci 400 zł brutto, a innego dzika 316 zł.

 

Planowany jest również zakup 21 kontenerów chłodniczych oraz kilku odłowni dzików (znajdą się m.in. w otulinie Białowieskiego Parku Narodowego). Przypominał też o bioase­kuracji. 

– Widzę potrzebę wspomożenia rolników w tym zakresie – podkreślał.

Zwracał uwagę również na to, by dobrze dobierać preparaty, nie każdy jest równie skuteczny w walce z ASF. Warto dobrze czytać ulotki informacyjne. 

Wykładów i prezentacji poświeconyc afrykańskiemu pomorowi świń wysłuchała m.in.  Bożena Jelska-Jaroś, rolniczka, prezes Podlaskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej. 

- Po raz pierwszy mieliśmy okazję wysłuchać na jednej konferencji głosu wszystkich środowisk, które w trosce o dobro gospodarki narodowej, poprzez swoje zaangażowanie mogłyby wesprzeć rząd i rolników w walce ze skutkami ASF-u u dzików i zapobiec rozprzestrzenieniu się wirusa na całą Polskę - podkreślała po konferencji. -  Niestety, instytucje reprezentujące środowiska naukowe i myśliwskie prezentując swoje opinie prześcigały się tylko w wynajdywaniu nieścisłości w przepisach umożliwiających redukcję pogłowia dzików w przypadku wystąpienia choroby zakaźnej zwalczanej z urzędu. Przy takim zaangażowaniu, ASF w Polsce, podobnie jak w Hiszpanii, będzie zwalczany 38 lat. Wygląda na to, że nikt oprócz rolników nie ma interesu w tym, by Polska była krajem wolnym od ASF dzików.

Barbara Kociakowska

Komentarze (4)

  • ~zenekbezspodenek 2016-02-03, 07:48

    O powadze sytuacji najlepiej świadczy ta reklama firmy BAYER na zdjęciu. 

  • ~haiku 2016-02-03, 08:50

    roczny odstrzał dzików na poziomie 100% jest za mały. Jak to możłiwe, że zabija się 100 % populacji, a ona jeszcze wzrasta? to przeczy logice. Zastrzelony dzik nie może się rozmnażać, nawet jak ma ciepłą zimę i tonę kukurydzy. ale co wegetarianka może wiedzieć o zabijaniu dzików?

  • ~xxx 2016-02-03, 20:02

     Roczny odstrzał na poziomie 100 proc. populacji oznacza, że jeśli np. wynosi ona 100 osobników, to w ciągu całego roku (nie w ciągu tygodnia) ma zostać odstrzelonych 100 dzików. Jednak dziki w międzyczsie się rozmnażają - lochy rodzą rocznie nie jednego, ale 4-8 warchlaków. Myśliwi nie strzelają do loch z małymi warchlakami.

  • ~gajowy 2016-02-10, 14:17

    Znalazłem 3 duże martwe dziki w kupie, w lesie niedaleko Krzywca

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.